poniedziałek, 24 lipca 2017

Pytanie

Działo się to na śródmieściu wśród zgiełku rozemocjonowanych uczestników protestu przeciwko obecnej władzy. Janek – szczupły blondyn o oczach w kolorze morza w słoneczny dzień – biegał z kamerą próbując przeprowadzić z kimś wywiad. Podekscytowany nawet nie zauważył, jak na plac wjechała srebrna, policyjna furgonetka. A potem jeszcze jedna. I jeszcze jedna. Policjanci wysypali się z lśniących furgonetek uzbrojeni w pneumatyczną broń. Rozpoczęli regularny obstrzał cywilnej ludności. Janek usłyszawszy krzyki ludzi skierował oko kamery w stronę rozpierzchających się w panice cywili. Po raz kolejny w jego karierze reportera kamera uratowała mu zdrowie – gumowy pocisk wystrzelony przez znajdującego się właśnie w kadrze kamery policjanta, trafił prosto w obiektyw tłukąc szklaną gałkę oczną drogiego sprzętu video. – A niech to szlag – zaklął – wyjął z przymocowanej do pasa torby zapasowy obiektyw, wykręcił z kamery potłuczony zamieniając go nowym dobrym i pobiegł z kamerą do epicentrum wydarzeń.

Biegnąc, kopnął niechcący nie duży przedmiot. Schylił się, podniósł – portfel, stary, czarny, zniszczony portfel. Zapomniał o otaczającym go zgiełku protestującego tłumu. Otworzył  – w portfelu znajdował się  dowód tożsamości w postaci prawa jazdy i karta bankowa z przyklejoną na niej fiszką z numerem PIN. Na fiszce była zapisana informacja: Jeśli czytasz tą wiadomość, skorzystaj ze środków ukrytych na koncie i zawieź portfel na adres widniejący na prawie jazdy. – To jakiś żart – pomyślał Janek – ale ja lubię żarty, zwłaszcza dobre. Pośpiesznie schował portfel i kamerę do reporterskiego niezbędnika i opuściwszy coraz bardziej pogrążony w protestacyjnym chaosie plac, udał się w kierunku Starbucksa. Zamówił kawę. W to styczniowe popołudnie gorące espresso znakomicie kontrastowało z wszechogarniającym chłodem. Pełen podniecenia wygrzebał ze swojego niezbędnika niewielki tablet. Wpisał w wyszukiwarkę widniejący na prawie jazdy adres: Poznań, ulica Wincentego Smoka sześć przez jedenaście. Takiego adresu nie było. – Co jest? – pomyślał. Spojrzał na fiszkę przyklejoną do bankowej karty, odkleił. Na drugiej stronie widniał login i hasło do konta bankowego. Wszedł na stronę znanego banku, zalogował się. Oczom nie dowierzał, właśnie zdobył dostęp do ogromnej ilości gotówki. Jedynka z przodu i siedem zer w ogonie sugerowały tylko jedno: jesteś multimilionerem. Ale nie to go zdziwiło najbardziej. Jego umysł wciąż się zastanawiał nad hasłem dostępu do tajemniczego konta, które brzmiało:


I co pan zrobisz z taką fortuną? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz