środa, 19 lipca 2017

Kartka

Stanąć w obliczu pustej kartki to najtrudniejszy moment w życiu pisarza. Pustka kartka jest zaproszeniem do imprezy, gdzie słowa tańczą do muzyki myśli i emocji. Akceptując zaproszenie pisarz zgadza się na każdą nutę, takt i tempo melodii przez nie wygrywane. Zgadza się na każde machnięcie pędzla wyobraźni. Ale jednocześnie pisarz musi stać się cenzorem całej tej zabawy. Musi stać na straży tej imprezy pilnując, by nie weszły na nią niepożądane słowa. Niektóre słowa po prostu nie umieją tańczyć do aktualnej muzyki myśli i emocji…

Przerwa na spacer ;)


I z takimi właśnie myślami, z długopisem w dłoni, zasiadam do pustej kartki próbując usłyszeć moją wewnętrzną muzykę. Niestety, oprócz cichego pobrzękiwania moich czułych strun nie słyszę nic.

 – Ale przecież nie będę się poddawał – myślę – przecież  mogę pisać o wszystkim. O ginących w zastraszającym tempie pszczołach, o nowych przewodnikach turystycznych, o Iranie, gdzie pod złowieszczym płaszczykiem Islamu tętni życie, jakiego by się, kochający adrenalinę, gangster nie powstydził. 

Mogę pisać o nowych wynalazkach, które w przyszłości uratują ludzkość i o papierze toaletowym, który kiedyś opowiadał mi, że w poprzednim życiu był dostojnym drzewem, że kiedyś był schronieniem dla korników, wiewiórek, sów i partyzantów walczących z niemieckim okupantem, który z najwyższą przyjemnością puszczał serię ostrej amunicji w stronę rdzennej ludności mojej ojczyzny. 

– A dzisiaj co? – mówi z wyrzutem – dziś wylądowałem w dupie. 

– Dobrze chociaż, że nie w czarnej – odpowiadam. Na co on się uśmiecha mówiąc 

– Tak, to jakiś plus, dobrze, że chociaż reinkarnacja istnieje. Wierzę w nią, bo sam jej doświadczyłem. Po chwili namysłu uświadamiam sobie, że mówi o recyklingu, śmieciowej akcji segregacji. Mówi, że w poprzednim wcieleniu był pamiętnikiem pewnego znanego podróżnika. Podróżując w jego plecaku przeżył sto tuzinów niesamowitych historii…

– Tak, przecież mógłbym pisać o wszystkim, tylko cholera, nic nie wydaje mi się godne uwagi. 



Żebym chociaż jakimś balonem leciał między pierzastymi obłokami skąpanymi w ognistych barwach zachodzącego słońca. Albo na garbatym wielbłądzie podróżował między złocistymi piaskami Sahary. A ja co najwyżej tylko nad polskie morze, nad którym plażę zalał niekontrolowany przypływ parawanów, mogę się wybrać. 

Od biedy mógłbym pisać o wojnie plażowej toczącej się w imię miejsca na parawan. Może bym nawet jakąś nagrodę literacką zdobył za nowatorską powieść wojenną… 

– Ale nie – myślę przerywając swoje rozważania – żeby pisać interesująco, trzeba podróżować balonem między chmurami, wspinać się po wulkanach na Islandii w międzyczasie kończąc szesnasty kurs rozwoju osobistego i skutecznego marketingu sieciowego…



– Tak, mógłbym pisać o wszystkim, ale ciche pobrzękiwanie moich czułych, wewnętrznych  strun mówi mi: WEŹ SIĘ LEPIEJ ZA ROBOTĘ

Na białej kartce papieru, przy której snuję myśli bazgrzę osiemnaście słów


Dzisiaj z tanecznej imprezy słów nic nie będzie. Orkiestra myśli i emocji nie dotarła z powodu kiepskiej pogody ducha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz