środa, 26 lipca 2017

Pytanie 2

Dlaczego tego bloga nikt nie komentuje? Taką miałem nadzieję na popularność w sieci. Eh, zastrzelę się kamieniem z procy. Albo schowam się gdzieś w jakiejś dziczy. Np tutaj





poniedziałek, 24 lipca 2017

Pytanie

Działo się to na śródmieściu wśród zgiełku rozemocjonowanych uczestników protestu przeciwko obecnej władzy. Janek – szczupły blondyn o oczach w kolorze morza w słoneczny dzień – biegał z kamerą próbując przeprowadzić z kimś wywiad. Podekscytowany nawet nie zauważył, jak na plac wjechała srebrna, policyjna furgonetka. A potem jeszcze jedna. I jeszcze jedna. Policjanci wysypali się z lśniących furgonetek uzbrojeni w pneumatyczną broń. Rozpoczęli regularny obstrzał cywilnej ludności. Janek usłyszawszy krzyki ludzi skierował oko kamery w stronę rozpierzchających się w panice cywili. Po raz kolejny w jego karierze reportera kamera uratowała mu zdrowie – gumowy pocisk wystrzelony przez znajdującego się właśnie w kadrze kamery policjanta, trafił prosto w obiektyw tłukąc szklaną gałkę oczną drogiego sprzętu video. – A niech to szlag – zaklął – wyjął z przymocowanej do pasa torby zapasowy obiektyw, wykręcił z kamery potłuczony zamieniając go nowym dobrym i pobiegł z kamerą do epicentrum wydarzeń.

Biegnąc, kopnął niechcący nie duży przedmiot. Schylił się, podniósł – portfel, stary, czarny, zniszczony portfel. Zapomniał o otaczającym go zgiełku protestującego tłumu. Otworzył  – w portfelu znajdował się  dowód tożsamości w postaci prawa jazdy i karta bankowa z przyklejoną na niej fiszką z numerem PIN. Na fiszce była zapisana informacja: Jeśli czytasz tą wiadomość, skorzystaj ze środków ukrytych na koncie i zawieź portfel na adres widniejący na prawie jazdy. – To jakiś żart – pomyślał Janek – ale ja lubię żarty, zwłaszcza dobre. Pośpiesznie schował portfel i kamerę do reporterskiego niezbędnika i opuściwszy coraz bardziej pogrążony w protestacyjnym chaosie plac, udał się w kierunku Starbucksa. Zamówił kawę. W to styczniowe popołudnie gorące espresso znakomicie kontrastowało z wszechogarniającym chłodem. Pełen podniecenia wygrzebał ze swojego niezbędnika niewielki tablet. Wpisał w wyszukiwarkę widniejący na prawie jazdy adres: Poznań, ulica Wincentego Smoka sześć przez jedenaście. Takiego adresu nie było. – Co jest? – pomyślał. Spojrzał na fiszkę przyklejoną do bankowej karty, odkleił. Na drugiej stronie widniał login i hasło do konta bankowego. Wszedł na stronę znanego banku, zalogował się. Oczom nie dowierzał, właśnie zdobył dostęp do ogromnej ilości gotówki. Jedynka z przodu i siedem zer w ogonie sugerowały tylko jedno: jesteś multimilionerem. Ale nie to go zdziwiło najbardziej. Jego umysł wciąż się zastanawiał nad hasłem dostępu do tajemniczego konta, które brzmiało:


I co pan zrobisz z taką fortuną? 

środa, 19 lipca 2017

Kartka

Stanąć w obliczu pustej kartki to najtrudniejszy moment w życiu pisarza. Pustka kartka jest zaproszeniem do imprezy, gdzie słowa tańczą do muzyki myśli i emocji. Akceptując zaproszenie pisarz zgadza się na każdą nutę, takt i tempo melodii przez nie wygrywane. Zgadza się na każde machnięcie pędzla wyobraźni. Ale jednocześnie pisarz musi stać się cenzorem całej tej zabawy. Musi stać na straży tej imprezy pilnując, by nie weszły na nią niepożądane słowa. Niektóre słowa po prostu nie umieją tańczyć do aktualnej muzyki myśli i emocji…

Przerwa na spacer ;)


I z takimi właśnie myślami, z długopisem w dłoni, zasiadam do pustej kartki próbując usłyszeć moją wewnętrzną muzykę. Niestety, oprócz cichego pobrzękiwania moich czułych strun nie słyszę nic.

 – Ale przecież nie będę się poddawał – myślę – przecież  mogę pisać o wszystkim. O ginących w zastraszającym tempie pszczołach, o nowych przewodnikach turystycznych, o Iranie, gdzie pod złowieszczym płaszczykiem Islamu tętni życie, jakiego by się, kochający adrenalinę, gangster nie powstydził. 

Mogę pisać o nowych wynalazkach, które w przyszłości uratują ludzkość i o papierze toaletowym, który kiedyś opowiadał mi, że w poprzednim życiu był dostojnym drzewem, że kiedyś był schronieniem dla korników, wiewiórek, sów i partyzantów walczących z niemieckim okupantem, który z najwyższą przyjemnością puszczał serię ostrej amunicji w stronę rdzennej ludności mojej ojczyzny. 

– A dzisiaj co? – mówi z wyrzutem – dziś wylądowałem w dupie. 

– Dobrze chociaż, że nie w czarnej – odpowiadam. Na co on się uśmiecha mówiąc 

– Tak, to jakiś plus, dobrze, że chociaż reinkarnacja istnieje. Wierzę w nią, bo sam jej doświadczyłem. Po chwili namysłu uświadamiam sobie, że mówi o recyklingu, śmieciowej akcji segregacji. Mówi, że w poprzednim wcieleniu był pamiętnikiem pewnego znanego podróżnika. Podróżując w jego plecaku przeżył sto tuzinów niesamowitych historii…

– Tak, przecież mógłbym pisać o wszystkim, tylko cholera, nic nie wydaje mi się godne uwagi. 



Żebym chociaż jakimś balonem leciał między pierzastymi obłokami skąpanymi w ognistych barwach zachodzącego słońca. Albo na garbatym wielbłądzie podróżował między złocistymi piaskami Sahary. A ja co najwyżej tylko nad polskie morze, nad którym plażę zalał niekontrolowany przypływ parawanów, mogę się wybrać. 

Od biedy mógłbym pisać o wojnie plażowej toczącej się w imię miejsca na parawan. Może bym nawet jakąś nagrodę literacką zdobył za nowatorską powieść wojenną… 

– Ale nie – myślę przerywając swoje rozważania – żeby pisać interesująco, trzeba podróżować balonem między chmurami, wspinać się po wulkanach na Islandii w międzyczasie kończąc szesnasty kurs rozwoju osobistego i skutecznego marketingu sieciowego…



– Tak, mógłbym pisać o wszystkim, ale ciche pobrzękiwanie moich czułych, wewnętrznych  strun mówi mi: WEŹ SIĘ LEPIEJ ZA ROBOTĘ

Na białej kartce papieru, przy której snuję myśli bazgrzę osiemnaście słów


Dzisiaj z tanecznej imprezy słów nic nie będzie. Orkiestra myśli i emocji nie dotarła z powodu kiepskiej pogody ducha.