poniedziałek, 1 maja 2017

Krótka historia pięciu złotych (Proza)

Czarna puszka kosza na śmieci stała na wbitym w ziemię metalowym pręcie do złudzenia przypominającym domek Baby Jagi stojący na kurzej stopie. Bystre, błękitne oko Henryka trudniącego się zbieraniem kolorowych, aluminiowych pojemników po różnych cieczach wypatrzyło w nim pięć złotych. Pięć złotych leżących na czarnym dnie czarnej śmieciowej puszki. Ręką długą, jak pięciometrowy pyton, sięgnął po błyszczącą zdobycz. Usta rozbłysły mu w demonicznym uśmiechu...

- Pięć złotych - pomyślał - pięć złotych - jestem bogaty tak bardzo, jak jeszcze nigdy nie byłem...
- To będzie jakieś dwadzieścia pięć tysięcy złotych - rzekła korpulentna blondynka obsługująca miejski lombard - wypłacić gotówką czy przelać na konto? - zapytała głosem nie kryjącym zdumienia.
- Gotówką proszę - rzekł Heniek głosem ledwo ukrywając podekscytowanie. Nowiutkie, pięciusetzłotowe banknoty wrzucił do starej, brązowej reklamówki. Zupełnie, jakby wkładał ziemniaki do jednorazowej torebki w osiedlowym warzywniaku...

- Pięć złotych - pomyślał wychodząc z lombardu - pięć złotych dwudziestoczterokaratowych monet. Pięć złotych dwudziestoczterokaratowych monet leżących na czarnym dnie czarnego kosza na śmieci... 

Zniknął za horyzontem niczym kowboj na końcu amerykańskiego westernu znika niesiony przez swojego rumaka na tle zachodzącego słońca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz