października 17, 2017

Krótka historia o wdzięczności

Krótka historia o wdzięczności
Do wieczora byłem całkiem szczęśliwym człowiekiem. Życie płynęło spokojnym torem. Pobudka, kawa, śniadanie, spacery z psem, kombinowanie kasy. Najzwyczajniejsza w świecie zwyczajność.  Ale portfel, który znalazłem tego dnia, miał w tą zwyczajność wstrzyknąć odrobinę dynamiki. Miał mnie zaprowadzić tam, gdzie jeszcze mnie nie było. A zaczęło się od tego, że…


                                                                                                              
Raźnym krokiem tuptałem po leśnej ścieżce. Zrelaksowany, oderwany od nieuroków miejskiego życia poczułem, że coś wtargnęło pod podeszwę mojego prawego buta. Kierując wzrok w stronę ziemi zobaczyłem portfel. Czarny, skórzany, wytarty portfel.  Rozejrzałem się wokół siebie w poszukiwaniu leżącego gdzieś obok ciała. Ewentualnie ukrytej kamery. Ani jednego, ani drugiego nie znalazłem. Tylko szyszki, patyki i stukający gdzieś dzięcioł.

Adrenalina wzburzyła się we mnie jak musująca tabletka w szklance wody. – Bo może ktoś tu jest – pomyślałem – może ktoś mnie obserwuje. Ktoś, kto zabija i okrada samotnych spacerowiczów takich, jak ja. Strach podsuwał mi przerażające scenariusze. W końcu zdobyłem się na odwagę, ukucnąłem przy portfelu, podniosłem i otworzyłem. Wcześniej zadbałem o to, żeby wykonać tę czynność przez chusteczkę, którą zawsze staram się mieć przy sobie. Bałem się zostawić odciski palców mogących świadczyć o moim udziale w okrutnym przestępstwie. Lepiej dmuchać na zimne.

W portfelu były  dwie rzeczy: Zdjęcie kobiety i dowód osobisty. – Trzeba odnieść – zagrała mi myśl uczciwego człowieka – a może lepiej odesłać? – Nigdy nie wiadomo, kto otworzy drzwi znajdujące się pod adresem widniejącym na dowodzie. Ale, że lubię przygody z dreszczykiem, zdecydowałem się odnieść osobiście…

Znalazłem adres widniejący na dowodzie. Zapukałem nieśmiało. Otworzył mi starszy pan. Po chwilowej konwersacji przez próg zaprosił mnie do środka i opowiedział mi krótką historię zaginionego portfela. A w ogromnie wielkim skrócie brzmiała ona tak: Szajka łobuzów ukradła mi portfel. – Co za świat? –przemknęła mi przez mózgownicę myśl z szybkością światła – Jak można okraść bezbronnego staruszka? Tak czy inaczej stało się…

Staruszek był przeogromnie szczęśliwy z tego, że odniosłem mu portfel. Taką radość, ulgę i wdzięczność, jaka malowała się na pomarszczonej twarzy staruszka, widziałem tylko raz w życiu. Widziałem ją w szpitalu, gdzie lekarz powiedział matce, że jej syn jednak będzie żył. Staruszek wręcz kipiał wdzięcznością. Wdzięcznością za to, że przyniosłem mu portfel, w którym znajdowało się zdjęcie kobiety będącej niegdyś jego żoną. Oczy mu się szkliły, kiedy opowiadał, jak zginęła w pożarze domu, z którego zostały tylko zgliszcza, a jemu po niej zostało tylko to jedno jedyne zdjęcie. Wyściskał mnie, zrobił herbatę, kolacje. Jego radości, ulgi i wdzięczności nie było widać końca.

Spędziłem u staruszka całe popołudnie razem z wieczorem. Mało co, a bym na śniadanie został. Siedzieliśmy tak do późnej nocy opowiadając sobie różne historie. Opowiedziałem mu między innymi o koledze, który cierpi na uraz kolana i nie może sobie w żaden sposób z tym poradzić. Każdy lekarz mówi co innego i co innego zaleca. Staruszek znalazł na to sposób błyskawicznie. Zadzwonił do wnuczka, który był cenionym ortopedą i od razu umówił wizytę. Dziś kolega jest zdrowy. Zdrowy, szczęśliwy i wdzięczny za udzieloną pomoc. A ja?

A ja dalej jestem szczęśliwym człowiekiem. Tylko wzbogaconym o wdzięczność za całkiem sporą ilość gotówki, jaką wręczył mi staruszek w ramach wdzięczności za odzyskaną fotografię żony.

Gdy wróciłem do domu rozmyślałem o tym, czego nauczyła mnie ta historia. A nauczyła mnie tego, że warto dziękować. Warto dziękować za drobiazgi będące częścią każdej godziny życia. Za prezenty otrzymywane w postaci nieoczekiwanych zwrotów akcji życia. Takim zwrotem była właśnie moja podróż do sympatycznego staruszka. 

Ta historia nauczyła mnie też tego, że dla każdego cenne jest co innego. Dla staruszka fotografia żony będąca jedyną po niej pamiątką, dla mojego kolegi zdrowe kolano wyleczone przez wnuczka staruszka, a dla mojego psa cała masa przysmaków, które kupiłem za gotówkę otrzymaną  w zamian za odniesienie portfela z fotografią. Ja też mogę być wdzięczny. Wdzięczny za tą uczącą przygodę pozwalającą mi dostrzec kojący wpływ wdzięczności na nieuroki codziennej egzystencji.


października 08, 2017

Jak nie zmarnować leniwego dnia?

Jak nie zmarnować leniwego dnia?
W jednej chwili z ogromnej, ciemnej jaskini przeniosłem się do swojego łóżka. Nic dziwnego, w końcu się obudziłem. Swoją drogą sen, w którym grałem główną rolę w The Flinstones, był całkiem ekscytujący. Nie zdążyłem otworzyć oczu, a już  rzuciła się na mnie myśl: Co by tu dziś zrobić? Jak nie zmarnować dnia? Jednak przy przytłaczającej niechęci do wszystkiego, co istnieje(no może oprócz jedzenia) nie było to łatwe wyzwanie. Wyzwanie pt. Wymyślić sobie cel i go zrealizować.  

Z doświadczenia wiem, że nikt za mnie lenia nie pokona. Lenia, który tego dnia patrzył na mnie oczami przypominającymi dwa kałasznikowy gotowe do strzału. A że nie chciałem być zabity przez lenia i nudę, czym prędzej, zanim zostałem rozstrzelany, zabrałem się do ustalania celu.

Uf, udało się. Po ciężkiej walce ze wstrętnym leniem postanowiłem wyjść na dwór z aparatem w dłoni i strzelać z niego do wszystkiego, co mi wpadnie w oko. Jak postanowiłem tak zrobiłem. Leń wywiesił białą chorągiewkę ogłaszając swoją kapitulację – jeden zero dla mnie.

No ok, ale zrobić zdjęcie, a zrobić zdjęcie, które będzie mi się podobało, to dwie różne rzeczy. Musiałem zamienić się z szarego zjadacza chleba w odkrywcę szukającego czegoś ekscytującego. Czegoś, co poruszy me serce i, podobnie jak na karcie pamięci w aparacie, zostawi w mym sercu trwały ślad. No to się zamieniłem. Zamieniłem się w odkrywcę, który w łowieckich butach, z turystycznym plecakiem i w spodniach moro przemierzył dwadzieścia kilometrów z aparatem w dłoni. (I przy okazji przesłuchał słuchowisko ściągnięte z jutuba na mp3-kę)

Moment warty utrwalenia w sercu i na karcie pamięci przyszedł w najmniej oczekiwanej chwili. W chwili, w której dokładnie za moimi plecami wyszło słońce, przede mną niewidzialna ręka zbudowała ścianę z ciemnych chmur, a moje oko wypatrzyło starą opuszczoną fabrykę z kominem przypominającym rakietę gotową do startu. Na dodatek spadł deszcz, co w konsekwencji dało taką oto tęczę…




Na chatce, na której na powrót przeistoczyłem się z odkrywcy w szarego zjadacza chleba, odpaliłem zdjęcie tęczy. Zagrało mi w sercu miłą nutą przyjemnie wpadającą w… oko. Tym bardziej, że nigdy w życiu nie stałem dokładnie na wprost tęczy, która otworzyła się jakby specjalnie dla mnie. Dla tej jednej chwili warto było stać się odkrywcą, który pokonując wewnętrzne słabości, wykonuje swoje zadanie. Zadanie, które sam sobie wymyślił. 

Warto było też powalczyć z wszechogarniającym leniem  i warto  było wymyślić sobie powód do wyjścia z domu w ten sobotni poranek. Warto było, bo dzięki temu odpowiedziałem sobie na pytanie „Jak nie zmarnować dnia?” Na które, akurat  w tym przypadku, odpowiedź brzmiała: Wyjść z domu i uchwycić aparatem i sercem choć jedną fajną chwilę.


A przecież nie zmarnować leniwego dnia można na tysiące różnych sposobów. Wystarczy zadać sobie tylko to jedno pytanie. Pytanie zawarte w tytule tego wpisu.

października 04, 2017

Jak sprawiłem że życie stało się piękniejsze?

Jak sprawiłem że życie stało się piękniejsze?
Weszła do domu i zobaczyła na stole białą różę. Postawiłem ją tam z nadzieją, że się ucieszy. Nadzieja nie okazała się płonna. Ucieszyła się. Zresztą ja też się ucieszyłem. Ucieszyłem się, że daję jej małą radość zawartą  w  małym, białym kwiatku. Kwiatku, który kosztował mnie jedyne pięć złotych… A dziś...


A dziś  życie toczy się dalej. I może dziś też ładnego kwiatka na stole postawię. Albo inną mały drobiazg, który ofiarowany w prezencie drugiej osobie, sprawi, że  życie stanie się piękniejsze.

Bo życie składa się z drobiazgów.



Krótka historia o wdzięczności

Do wieczora byłem całkiem szczęśliwym człowiekiem . Życie płynęło spokojnym torem. Pobudka, kawa, śniadanie, spacery z psem, kombinowanie k...

Copyright © 2016 Słowem Przez Życie , Blogger