września 06, 2017

Ognisko (przy)domowe

Zawsze marzyłem, żeby usiąść przy domowym ognisku. Takim prawdziwym, z żywym płomieniem. Pomarańczowym, jak niebo o zachodzie słońca. Wczoraj moje marzenie się spełniło…  

No, może nie usiadłem przy domowym ognisku, ale postałem(W końcu nic nigdy nie jest idealnie)i sprawiło mi to nie małą radość. Ten kominek szczęścia, z którego unosił się ożywczy dym napełniający płuca oddechem spokoju, płonął w drewnianej chacie... 


Chodziłem sobie po parku




Tak sobie właśnie chodziłem wczoraj po parku mimo deszczu. Brodziłem w kałużach, patrzyłem na wilgotne drzewa obrośnięte mchem… i nagle, dwie godzinki po wyjściu z parku trafiłem na chatkę, gdzie paliło się…

(Przy)domowe ognisko


- Ale fajnie – pomyślałem – (przy)domowe ognisko rozpalone celem zysku. Super!!!
                                                                               
(Przy)domowe dlatego, że paliło się na progu drewnianej starej chaty. A rozpalone w celu opalenia gumy z miedzianych kabli mających iść na złomową sprzedaż. Tak przynajmniej dowiedziałem się od pana, który się nie bał i rozpalił ten żar. Na moje pytanie, czy się nie boi, że drewniana chata spłonie, odpowiedział, że już raz się paliła.

Oddaliłem się pośpiesznie przeszyty strachem, że zostanę oskarżony o współudział. Chwilę potem przyjechała straż pożarna i zagasiła profilaktycznie (przy)domowe ognisko, przy którym mogłem chociaż przez chwilę postać i cieszyć się rodzinną atmosferą. Rodzinną,  bo jakby nie patrzeć, wszyscy Polacy, to jedna rodzina...


Ciąg Dalszy Nastąpi…

września 06, 2017

Jaka jest szara rzeczywistość?

Jaka jest szara rzeczywistość?
Szara rzeczywistość to w sumie kolorowa jest. Kolorowa, bo codziennie dzieje się coś zaskakującego. Coś nowego. Pod warunkiem, że będzie się chciało to dostrzec. I że wcześniej znajdzie się kilka spraw, za które można podziękować. Bogu, mamie, żonie, mężowi czy nawet ochroniarzowi w markecie. Warto praktykować wdzięczność, bo od niej się wszystko zaczyna.



Wiadomo, że…


Nigdy nie jest idealnie ale…

…ideały są po to, żeby do nich dążyć. Ideały – czyli wyobrażenia o doskonałości. Nie ludzie – wyobrażenia. Jeśli jakiś ludź mówi o sobie, że jest idealny… to jakimś zarozumialcem jest. Jeśli ktoś mówi o kimś, że ten ktoś jest idealny, to robi mu (dobry/niedobry) pijar i nigdy to nie jest prawdą. Wyobrażenia –  wyobrażam sobie coś idealnego i do tego dążę. Chociaż i tak nie wiem, czy warto, bo i tak nigdy NIC nie będzie idealnie. I za tą nieidealność mogę być wdzięczny, bo jakby wszystko było idealnie, to było by nudno i wszystko by wyglądało, jak spod prasy wyjęte. Lepiej jak jest nieidealnie.


Nieidealnie tzn. nie po mojej myśli. Nie po mojej myśli czyli nieprzewidywalnie. A od nieprzewidywalności to już bliska droga do niespodzianki. A niespodzianki losu – miłe i niemiłe – wplecione w codzienne życie sprawiają, że szara rzeczywistość zwana też prozą życia, zabarwia się kolorem codziennych wydarzeń i, mówiąc krótko, życie nabiera barw. 

Tylko trzeba umieć te barwy dostrzec, a to już wyższa szkoła jazdy.

września 06, 2017

Spodnie

Facet usiadł na ławce. Ławka była mokra. Jemu to jednak nie przeszkadzało, miał na sobie ocieplane od wewnątrz, wodoodporne spodnie. Nie przewidział tylko tego, że ławka będzie spróchniała. Siłą grawitacji, razem ze spróchniałymi deskami, runął na ziemię. Drzazga wbiła mu się w zad. Pojechał na pogotowie. Niestety, w drodze umarł na zawał. Leżał na ulicy, wypatrzył go bezdomny. Wciągnął w bramę i… ukradł spodnie. Bezdomnego wkrótce spotkał podobny los – też umarł na zawał. Podobny los spotkał wszystkich, którzy mieli do czynienia z tajemniczymi spodniami niewiadomego pochodzenia.

Stop! Nie kupuj spodni z niewiadomych źródeł. Kupuj tylko w sklepie SPODNIEX. Spodnie SPODNIEX to trwałość, wygoda i bezpieczne życie.




PS. Bo postanowiłem zrobić kampanię reklamową nie istniejącego sklepu.

września 05, 2017

Łańcuszek szczęścia

Wsiadłem wczoraj w tramwaj. Przejechałem całe miasto tym elektrycznym dyliżansem tylko po to, żeby przekonać się, że szarość w środkach komunikacji miejskiej utrzymuje się na stałym poziomie.


Cieszę się, że chociaż reklamówki, billboardy, i migające banery wlewają trochę koloru w tę grafitową rzeczywistość. Czasem, gdzieś na horyzoncie, pojawi się niepoprawny optymista, migocący , jak blednąca gwiazda powoli wtapiająca się w jaśniejące, poranne niebo. I nagle, w cieniu hałasu tramwajowych hamulców, wszechobecnej szarej paplaniny szarych pasażerów trzęsących się w rytm nadawany przez nierówne szyny słyszę…  

– Bileciki do kontroli – z uśmiechem złowrogim na ustach zaczepia mnie kanar. Jego zielono – żółta plakietka wisząca na szyi jest jedynym kolorowym akcentem podkreślającym jego szarą aparycję. – Bileciki do kontroli – powtórzył – jego złowrogi uśmiech stał się jeszcze bardziej złowrogi.  Miał szczęście, bo akurat nie miałem bilecików. Już  nie ze złowrogim, ale ze szczerym uśmiechem wdzięczności wypisał mi mandat…


Fajnie jest puścić łańcuszek szczęścia w obieg – pomyślałem –  może uratuje komuś dzień, tydzień, życie.  Byle by tylko ten łańcuszek szczęścia kiedyś do mnie wrócił.

września 01, 2017

Na białym parapecie (Jak poprawić swoją koncentrację?)

Na białym parapecie leży niebieska książka. Niebieska jak ultramaryna. I podobnie jak ultramaryna farbuje moją wyobraźnie pigmentem barwnych wydarzeń. Czytam ją trochę tak, jakbym spłacał kredyt – na raty. Na pełne skupienie i przeczytanie jej jednym ciągiem na tą chwilę mnie nie stać. Zbyt dużo rozpraszaczy uwagi dokoła. Pies, Internet, chipsy w Lidlu. Zupełnie nie wiem, jak się przed rozpraszaczami uwagi bronić. Szturmują mnie, jak uchodźcy Europę...

Broni szukam w Internecie. Na znanym portalu filmowym odpalam filmik pt. „Jak poprawić swoją koncentrację?”. Ale na treści filmu w żaden sposób skupić się nie mogę. W każdej sekundzie filmiku myślę o leżącej na białym parapecie, niebieskiej książce, a raczej o tym czy bohater poradzi sobie ze swoją misją. O chipsach w Lidlu też myślę, ale, że jest dwudziesta trzecia godzina z hakiem, to sobie odpuszczam. Kładę się do łoża miękkiego, jak serce z pluszu i odpływam w skąpany mgłą świat sennych marzeń z nadzieją, że jutro znajdę odpowiedź na pytanie "Jak poprawić swoją koncentrację?


Ciąg dalszy nastąpi...

sierpnia 28, 2017

Czego gołąb nie ma w dupie?

Czego gołąb nie ma w dupie?
Widziałem wczoraj gołębia na drabinie umieszczonej na budynku byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego w Konstantynowie Łódzkim( – To w Konstantynowie Łódzkim był niemiecki obóz koncentracyjny? – pytam się sam siebie. – Tak był – odpowiadam – świadczy o tym pamiątkowa tablica umieszczona na wielkim kamieniu). 



Gołąb siedział sobie na szczycie metalowej drabinki prowadzącej na dach. Patrzył na mnie z góry, a ja mu cyknąłem fotę. Jedną zwykłą, drugą na zoomie. 




Ładnie go przybliżył aparat i nawet złapał jako taką ostrość Może dlatego, że zwiększyłem wartość przysłony. Wyczytałem kiedyś w książce od fotografii, że żeby zrobić dość ostre zdjęcie w przybliżeniu, trzeba zwiększyć wartość przysłony. Tak też zrobiłem i z efektu jestem nawet zadowolony. A gołąb? Przypuszczam, że miał to w dupie. Podobnie, jak w dupie ma politykę, sport i telewizję. (No sport to może nie do końca, jakąś kondycją fizyczną musi się wykazywać machając skrzydłami) A czego gołąb nie ma w dupie?

Czego gołąb nie ma w dupie?


Najprawdopodobniej mapy z rozmieszczeniem miejskich restauracji(szczególnie tych chińskich, tam się lepiej nie zapuszczać) i punktów dokarmiania ptaków. Gołąb nie ma w dupie też tego, gdzie znajduje się najbliższy naturalny wróg(Tutaj zadałem sobie pytanie, czy człowiek jest naturalnym wrogiem gołębia. I tak i nie. Jeden go karmi, drugi tępi) Jak każde żywe stworzenie musi strzec się zagrożeń.

W sumie sam jestem taki trochę, jak gołąb: W TV nie patrzę, polityka mnie dynda. Byle by się nażreć. (Może tylko przestrzeni publicznej nie traktuję, jak publicznej toalety. Brawo – plus dla mnie) Od gołębia mogę się różnić tym, że czasem zrobię dla kogoś coś dobrego: Jakąś pięciozłotówkę położę na siedzeniu w tramwaju czy w autobusie przyglądając się, jak szczęśliwy znalazca cieszy się ze znaleziska….

Przyszło mi do głowy również, że to mógł być gołąb  pocztowy niosący jakąś ważną informację. Np. zaszyfrowaną wiadomość z jednej komórki wywiadu do drugiej. To wcale nie jest taka głupia koncepcja, bo kto by w czasach neta, szybkiego przesyłu informacji i nowoczesnych technologii zastanawiał się, czy gołąb nie przenosi tajnych informacji. Żaden radar gołębia nie będzie brał za szpiega. Z papierowej kartki nikt nie wykradnie zaszyfrowanych danych. Dobra, koniec tych szpiegowskich wymysłów

Zrobiłem fotkę gołębia siedzącego na szczycie metalowej drabinki prowadzącej na dach byłego obozu koncentracyjnego w Konstantynowie Łódzkim. Gołąb miał mnie w dupie a ja na odchodne strzeliłem sobie selfie w szybie.



Wsiadłem do tramwaju i pojechałem na chatę.

A na chacie…




Ciąg dalszy nastąpi

sierpnia 07, 2017

Na polnej drodze

Na polnej drodze
Urządziłem sobie samotny rajd po polnych drogach. Idę, wiatr wieje mi w zataczającą coraz silniejsze kręgi łysinę, gdy  nagle…



Szczeknął na mnie bezpański, czarny pies sięgający mi do kolan. Jego szczeknięcie przeszło w ujadanie. Ujadanie przeszło w warczenie. Warczeniu niespodziewanie zaczęła towarzyszyć piana tocząca się z czarnego pyska. Ostatnim etapem tej psiej postawy były kły zanurzone w mojej łydce. Łydkę przeszyła nitka bólu, mnie ukłuła igła wkurwienia, a bezpańskiego psa dosięgła moja stopa wymierzająca solidnego kopniaka w brzuch.  Uciekł zostawiając mnie z krwawiącą  i bolącą łydką na środku polnej drogi i z wyrzutami sumienia spowodowanymi tym, że musiałem postąpić tak, jak właśnie postąpiłem. No ale z drugiej strony patrząc, miałem dać sobie odgryźć nogę? Nie daję mi też spokoju pytanie, dlaczego psy biegają same między wsiami. Dochodzę do wniosku, że ludzie, na pozór dorośli, nie dorośli do posiadania psów…



 No, ale jak już uciekł, mógłby chociaż do tej rany, którą dał mi w prezencie, kartę szczepień zostawić.  Albo inny dokument potwierdzający jego dobry stan zdrowia. Heheszki i marzenia.
 – Muszę iść do lekarza, żeby mi ranę zdezynfekował – pomyślałem. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Nie wiem, jak dla tego psa(mam nadzieję, że też), ale dla mnie wszystko skończyło się na szczęście dobrze…


Wniosek z tej historii płynie taki: Na samotne rajdy muszę brać coś, co przepędzi dzikie zwierzęta chcące się do mnie dobrać, np. petardy małego kalibru(ewentualnie przekąski w postaci dziesięciu kilo kiełbasy, żeby zwierzęta zeżarły ją a nie mnie. I tu nie ma co się śmiać, dawno, dawno temu, kilo parówek uratowało mnie przed czterokundlową watahą, która chciała się do mnie dobrać. Do mnie albo do kila parówek, do tej pory tego nie wiem. Tak czy inaczej odwróciłem uwagę watahy ode mnie rzucając w jej stronę parówki. Cztery kundle zajęły się parówkami błyskawicznie, zostawiając mnie w spokoju) i coś na szybką dezynfekcję ran, np. spirytus w czystej postaci. Zwykła woda utleniona może nie wystarczyć. Bandaż i plaster to wiadomo. Na dobrą sprawę bandaż, plaster i coś  przeciwbólowego  to zawsze się powinno przy sobie nosić, nawet w drodze do sklepu osiedlowego. Nigdy nie wiadomo, co się po drodze przytrafi… 

Ognisko (przy)domowe

Zawsze marzyłem, żeby usiąść przy domowym ognisku. Takim prawdziwym, z żywym płomieniem. Pomarańczowym, jak niebo o zachodzie słońca. Wczor...

Copyright © 2016 Słowem Przez Życie , Blogger